Kryzys kubański w 2021 roku

Rewolucja, rozumiana jako rozwój socjalizmu i innych złych ideologii, wciąż uderza w świat. Współcześni rewolucjoniści, jako zachodni „kulturowi marksiści”,  zajmują się nie tylko ekonomią, ale także, sprawami moralnymi, społecznymi i kulturowymi.

Jednak, w tym przypadku, zamierzam skoncentrować się na tak znanym „socjalizmie XXI wieku” w Ameryce latynoskiej. Wiele z tych republik jest zbyt dalekie od bycia przyjaznym środowiskiem dla wolności jednostki, wolności gospodarowania na rynku i własności prywatnej. Ich systemy są mocno zepsute.

Niestety, socjalizm nie znika z tamtego regionu. Kiedy Eryk von Kuehnelt-Leddihn ostrzegał przed demokracją jako sposobem na awans dla totalitarystów, miał całkowitą rację. Demokracja i związane z nią nieprawidłowości stały się ostatnio wielką szansą dla lewicowych ideologów w Chile, Meksyku, Boliwii i Peru.

Niemniej jednak od 11 i 12 lipca Forum w São Paulo, a więc konferencja lewicowych partii z Ameryki Łacińskiej, ma wiele powodów do zmartwień i obaw o swoją długoterminową przyszłość. Wydaje się, że nasi kubańscy bracia rozpoczęli niepowstrzymaną falę protestów przeciwko uciskowi długotrwałego reżimu Castro, który obecnie przyjął postać rządów Miguela Díaza Canela.

Ponad sześć dekad komunistycznego ucisku

Po rewolucji kubańskiej, która doprowadziła do upadku prawicowego i proamerykańskiego reżimu Batisty, Fidel Castro doszedł do władzy i utorował drogę do rozwoju radykalnej ekonomii socjalistycznej. Dokonał wielu wywłaszczeń i ustanowił w państwie „system jednopartyjny”.

W wyniku tej polityki Kuba stała się jedną z najbardziej represjonowanych gospodarek w Ameryce według Indeksu Wolności Gospodarczej, który jest corocznie opracowywany przez północnoamerykański think-tank The Heritage Foundation.

W edycji tego rankingu z 2021 roku Kuba znalazła się na drugim miejscu najmniejszej wolności gospodarczej w regionie obu Ameryk. Kategorie takie jak prawa własności, skuteczność sądownictwa, uczciwość rządu, polityka podatkowa, wydatki rządowe, swoboda prowadzenia działalności gospodarczej i swoboda pracy były pod dużym naciskiem komunistycznego rządu.

Jak podkreślił amerykański think-tank, „średnia stosowana stawka celna wynosi 7,2 procent i obowiązuje pięćdziesiąt środków pozataryfowych. Rząd monitoruje i reguluje inwestycje zagraniczne. Sektor finansowy jest silnie regulowany, a płytkość rynku finansowego poważnie utrudnia dostęp do kredytów na działalność gospodarczą. Państwo utrzymuje kontrolę kapitału i wymiany”.

W świetle wcześniej ujawnionych informacji, jasne jest, że rządy Díaza Canela nie oznaczały zmiany politycznej. Jego czasy można nazwać „post-kastryzmem”, gdyż należał do tej samej elity politycznej, która od wielu lat rządzi Kubańską Partią Komunistyczną.

Prawdą jest, że Kubańczycy nie byli w kwestii socjalizmu tak naiwni, jak inni bracia latynoamerykańscy. Wielu z tych, którzy z narażeniem życia uciekli na słabych i niewydolnych łodziach do Miami nie głosowało na lewicę. Zanim Donald Trump wystartował w wyborach w 2016 roku, Latynosi z Miami byli najbardziej skłonni do poparcia konserwatystów z Partii Republikańskiej, choć daleko im do procesu socjotechniki migracyjnej, by zmieniać wyniki w niektórych stanach na korzyść republikanów.

A propos podejścia do lewicy to na Kubie istnieje ważny ruch o nazwie „Las Damas de Blanco” (Panie w Bieli), który „o dziwo” nie jest wspierany przez zachodnich aktywistów niby-sprawiedliwości społecznej.

Co więcej, napięcia społeczne na Kubie osiągnęły skrajną wielkość. Pomimo cenzury rządowej, fałszywych wiadomości opartych na zasłonach dymnych i ograniczeń w wielu dostawcach usług internetowych (ISP), kontrreakcja nie ustała.

Nie powinniśmy zadowalać się małymi osiągnięciami

Kilka dni po rozpoczęciu protestów, władze kubańskie wycofały cła nałożone na zagraniczne produkty, takie jak żywność, napoje, leki i inne środki farmakologiczne. Ten drobny gest wprost zdemontował kłamstwo o „amerykańskiej blokadzie komercyjnej”.

Ważne jest to, ażeby podkreślić, że Stany Zjednoczone są jednym z najważniejszych partnerów handlowych karaibskiej wyspy. Ograniczenie dotyczy jedynie skrótowej działalności gospodarczej i finansowej. Roczny eksport USA na Kubę przekracza 277 milionów dolarów.

Zresztą to reżim stosuje ostrzejsze restrykcje wobec zagranicy. Na przykład, przez wiele lat tyrańskie rządy mocno ograniczały korzystanie z zagranicznych urządzeń technologicznych, nawet takich jak komputery.

W zeszłym tygodniu ogłoszono, że zniesiono wiele biurokratycznych ograniczeń dotyczących tworzenia małych i średnich firm. Oznaczałoby to mniej przeszkód w wolnej działalności przedsiębiorczej.

Uważam, że dojdzie do tego, że reżim zostanie obalony. W tym względzie ważne jest poleganie na zdecentralizowaniu Internetu – na przykład VPN, Deep Web czy blockchain. Technologiczny sprzeciw wobec władz centralnych działa im na nerwy.

Należy unikać sytuacji wenezuelskiej. „Opozycja oficjalna” nie jest realną siłą kontestacji rządu. Tak zwany MUD współpracuje nie tylko z reżimem Maduro, ale jest równie socjalistyczny, i zideologizowany.

Ponadto podejście „opiekuńcze” państw Zachodu też nie jest dla nich dobrym pomysłem. Doprowadziło je to do zadłużenia i osłabienia rodziny oraz innego rodzaju wspólnot. Nieodpowiedzialność, hedonizm, krótkowzroczność i monopole to znane im zagrożenia.

Tak więc, jak sugerowałem, Kubańczycy nie tylko potrzebują innego sposobu sprawowania władzy, ale także wolności i poszanowania godności ludzkiej. Socjalizm nie jest dobry w żadnym przypadku. To zła, grzeszna i destrukcyjna ideologia. Istnieje potrzeba przywrócenia przedrewolucyjnego, naturalnego porządku organicznego.

Ángel M. García Carmona